piątek, 29 maja 2015

Bohdan Łazuka. Przypuszczam, że wątpię – Karolina Prewęcka



Bohdan Łazuka to artysty wielu talentów. Dla mnie to przede wszystkim jeden z bohaterów filmu Tadeusza Chmielewskiego „Nie lubię poniedziałku” oraz aktor znany z filmów Stanisława Barei takich jak: „Małżeństwo z rozsądku”, „Poszukiwany, poszukiwana”, „Nie ma róży bez ognia” czy „Brunet wieczorową porą” oraz mojego ulubionego serialu „Kapitan Sowa na tropie”.
Zaletą książki Karoliny Prewęckiej jest przede wszystkim ogromna ilość anegdot związanych ze światem powojennej kultury. Z rozmowy wyjawia się barwny kulturowo PRL. Sporo tu autoironii, humoru, wspomnień. Aktor wraca z nami w rodzinne strony. Wspomina ojca, po którym odziedziczył dowcip. Mimo, że w rodzinie byli głównie inżynierowie i adwokaci Bohdan Łazuka postanowił, na przekór rodzinnej tradycji, zostać aktorem. Swoją przygodę ze sceną zaczynał w Zespole Pieśni i Tańca Wandy Kaniorowej w Lublinie. Potem przeniósł się do Gdańska i Warszawy. Uczył się w szkole muzycznej – grał na oboju. Marian Kociniak namówił go na zdawanie do szkoły teatralnej i tak zaczęła się jego artystyczna droga.
Sporą część wywiadu Łazuka poświęca swoim mistrzom oraz przyjaciołom – wspomina m.in. Axera, Perzanowską, Rudnickiego, Łapickiego, Łomnickiego, Holoubka, Bardiniego czy Cybulskiego. Najciekawsza część dotyczy pracy w teatrach oraz w Kabarecie Starszych Panów. Wyłania się z nich obraz Bohdana Łazuki - wyjątkowej osobowości wiodącej barwne życie i robiącej błyskawiczną karierę.
W książce Łazuka porusza również trudne tematy – mówi o alkoholizmie, kolejnych kobietach (aktor miał cztery żony), życiu na świeczniku. To obraz świata, który powili znika. Wywiad uzupełniają wypowiedzi przyjaciół Łazuki – Barbary Krafftówny, Marii Czubaszek, Krzysztofa Kowalewskiego, Daniela Olbrychskiego, Olgi Lipińskiej, Grażyny Szapołowskiej, Zofii Rudnickiej, Jurka Owsiaka, Vadima Brodskiego oraz Danieli Pacholczyk (byłej żony artysty).
Po wywiady rzeki ze współczesnymi artystami sięgam rzadko, niestety, zwykle rozczarowują mnie. I w tej książce znalazła coś co mi się nie spodobało. Mianowicie Łazuka krytykuje młodych aktorów za to, że po szkole chcą grać w serialach, bo to zapewnia im stabilizację finansową. Sam również występował w serialach, także w ostatnich latach. Co więcej, swoimi występami uświetnia promocje garnków. Przywołuje także sytuację, w której za wywiad zaproponowano mu jedynie… 300 złotych. Taką propozycję, ze względów finansowych, odrzucił. Nie mam nic przeciwko temu, że aktorzy dostają pieniądze za wywiady czy udział w promocjach. To ich indywidualna sprawa. Nie podoba mi się jednak krytykowanie innych, kiedy samemu robi się to samo.
Tym, co mnie zachwyciło jest przepiękny wstęp, napisany przez synową artysty. Taka doskonała polszczyzna dziś bardzo rzadko pojawia się w książkach.

4 komentarze:

  1. Książkę mam ale zostawiam sobie na jesień. Co do aktorów... kiedyś oglądałam wywiad z Ruth Wilson i ona mówiła że już w szkole im tłumaczono, że prawdopodobieństwo zagrania przez aktora wymarzonej roli jest nikłe. U nas powinni im tłumaczyć, że szanse na dobrą rolę są nikłe, pozostają denne seriale. A taki młody człowiek po studiach jeszcze nie wie co ma ze sobą zrobić to taki serial to dla niego szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Męczący jest mit artysty, który żyć ma sztuką i dla sztuki. Żal polskich aktorów, bardzo dobrych, zdolnych, czasami nawet genialnych, bo nie ma ról na ich miarę. Nie robi się wielu filmów, w których mogliby rozwinąć skrzydła. A każdy z czegoś żyć musi, więc takie krytykowanie... W kontekście chyba zmieści się powiedzenie, że przyganiał kocioł garnkowi.
    Lubię boigrafie, ale nie jestem tak wielką wielbicielką talentu Łazuki, żeby czytać o nim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie ten wstęp ze względu na doskonałą polszczyznę. Lubię Łazukę, ale nie pałam niezmierzoną chęcią po sięgnięcie po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. To może być ciekawa lektura. W wolnym czasie chętnie przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń