wtorek, 1 kwietnia 2014

Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika – Jerzy Stypułkowski



Ostatnio moja dobra passa do ciekawych i wartościowych książek trwa w najlepsze. Tak było również w przypadku „Skandynawskiej wieży Babel…”. Traktuje ona o absurdach biurokracji i sytuacji człowieka tkwiącego w systemie. Główny bohater to Józef K. To nie jedyne nawiązanie do „Procesu” Franza Kafki. Atmosfera urzędu, w którym pracuje bohater jest w niektórych aspektach równie abstrakcyjna. Postać K. jest wiarygodna, niemal od pierwszych stron budzi sympatię. To mężczyzna w sile wieku, który od ponad 20 lat pracuje w urzędzie. To właśnie na tym aspekcie jego życia koncentruje się autor. Bohater pracuje w Szwecji, ale urodził się i wychował w Polsce.
Świat korporacji wydaje się być dla człowieka myślącego koszmarem. Panuje podległość służbowa, hierarchia, wiara w to, co głosi dyrektor generalny. Absurdem jest obchodzenie Dnia Urzędu, organizowanie konferencji, seminariów, warsztatów, które nie wnoszą niczego nowego, a podczas których odbywa się np. taniec żabek (zabawa przedszkolna). Panuje kult dyrektora generalnego, człowieka ograniczonego, który swoimi pomysłami wprowadza chaos.
Indywidualizm nie jest ceniony, zwykle staje się źródłem wielu kłopotów. Problem taki jak wystające z podłogi kable jest dyskutowany na wszystkich szczeblach, a następnie analizę sytuacji prowadzi firma konsultingowa. Trwa to rok i niczego nie wnosi. Tak działa urząd. Żaden pomysł nie zostaje do końca wdrożony, panuje chaos. Nie wiadomo, kto jest za co odpowiedzialny. Liczy się przede wszystkim zaangażowanie, ważne są sprawozdania.
„Homo biurocraticus jest niewolnikiem przyzwyczajeń. Pozbawiony rutyny szybko znajduje nową. Jest jak więzień, który skazany na długoletni pobyt w niewielkiej celi z braku innych możliwości uczy się na pamięć całych fragmentów Biblii i bije rekordy w robieniu pompek. Dlatego trwała pseudopraca, nie ustawała ceremonia przelewania z pustego w próżne.”
Praca po godzinach jest traktowana jako coś oczywistego i dlatego stworzono sypialnie dla tych pracowników, którzy zostawali w urzędzie do późna. Podsłuchy i kamery są nawet w toalecie. Świat przypomina nieco ten stworzony przez Orwella.
Frustrację u Józefa K. wzmacnia fakt, że co roku otrzymuje jedynie symboliczną podwyżkę. Czuje się niedoceniony i zagubiony. Chce się sprzeciwić panującym zasadom, ale to tylko pogarsza jego sytuację. Książka doskonale oddaje położenie wielu osób żyjących głównie swoją pracą. Antidotum na prozę codzienności staje się dla K. pisanie. Ważną rolę pełnią w utworze sny-majaki, które odzwierciedlają stan psychiczny bohatera i pojawiają się, kiedy jest zestresowany. Bohater, który nie jest w stanie wytrzymać atmosfery panującej w urzędzie postanawia drastycznie zmienić swoje życie.
Jest w tej książce coś takiego, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać. Czytelnik bardzo szybko identyfikuje się z głównym bohaterem. Tym, co mnie zachwyciło był bardzo staranny i pełen metafor język, a także liczne odniesienia literackie. Czułam niedosyt – chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o prywatnym życiu głównego bohatera, poznać jego rodzinę, przyjaciół spoza pracy. Ale wtedy chyba bohater nie byłby taki uniwersalny. 

Już wkrótce KONKURS, w którym będzie można wygrać nowiutki egzemplarz „Skandynawskiej wieży Babel…”. Zapraszam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorowi oraz Wydawnictwu Novae Res.

czwartek, 20 marca 2014

Ich czworo – Gabriela Zapolska

Gabriela Zapolska to jedna z moich ulubionych pisarek. Dziś kolejna jej książka pt. „Ich czworo. Tragedia ludzi głupich w trzech aktach”. To komedia rodzinna i mieszczańska przedstawiająca historię miłosnego trójkąta. Oto Żona i Mąż żyją razem, ale obok siebie. Nie są dobranym małżeństwem, a w ich życiu pełno jest wzajemnych pretensji. 
Bohaterowie Zapolskiej to ciekawe osobowości łączące w sobie cechy komiczne i tragiczne. Żona to kobieta nieszczęśliwa, a przy tym egoistka. Wybierając się na spotkanie z kochankiem chce uśpić czujność męża więc zabiera ze sobą córkę. Zostawia ją w dorożce i zapomina o niej na dwie godziny. Oto, co kobieta mówi o sobie:
„W domu nikt mnie nie uważał za głupią i nawet przyznawano mi pewną  inteligencję. Tuszę, iż  nie bardzo się zmieniłam. A choćby z tego względu, że obcuję z tak wielką inteligencją, jak twoja – powinnam była zmądrzeć o całe twoje profesorstwo. Compris?”
Barwny jest również jej kochanek, Fedycki. To lekkoduch. Mami swoją gospodynię, kokietuje Pannę Manię, a spotyka się z Żoną. Przy tym cały czas mówi o szacunku do Męża. Najmniej wyrazisty jest Mąż. To osoba wykształcona, która trzyma dystans do świata, jest wycofana i wszelkie emocje tłumi w sobie.
Akcja toczy się w święta Bożego Narodzenia. Żona spotyka się z kochankiem, a kiedy romans wychodzi na jaw mimo pewnych obaw planuje związać się z
Fedyckim. Chcą żyć wspólnie za granicą, grać w kasynach i w ten sposób się dorobić.
Osobą, która najbardziej cierpi jest 10-letnia dziewczynka, która rozumie więcej niż myślą jej rodzice.

środa, 5 marca 2014

Przepraszam, czy jesteś czarownicą? – Emily Horn, Paweł Pawlak



Zupełnie przypadkiem w moje ręce trafiła wyjątkowa książka dla dzieci. Dlaczego wyjątkowa? Ponieważ posiada jedne z najładniejszych rysunków jakie spotkałam w książkach dla najmłodszych. Zachwyciły mnie bo są dopracowane w każdym calu. 
„Przepraszam, czy jesteś czarownicą?” to historia kota Herberta, który w bibliotece czyta „Encyklopedię czarownic” i zaczyna marzyć o spotkaniu prawdziwej wiedźmy. Zgodnie z tym, co jest napisane w „Encyklopedii…” szuka osoby w skarpetkach w paski, szpiczastym kapeluszu, z miotłą, warzącej w kotłach eliksir i lubiącej czarne koty. Herbert wychodzi na ulicę i zaczyna swoje poszukiwania. I tu następuje szereg zabawnych historii. Okazuje się, że znalezienie prawdziwej czarownicy nie jest takim prostym zadaniem. Kiedy rozczarowany niepowodzeniem Herbert znów udaje się do biblioteki niespodziewanie spotyka tam… sześć uczennic ze szkoły czarownic, które przyszły tu ze swoją nauczycielką. Szczęśliwy Herbert zostaje szkolnym kotem.

piątek, 28 lutego 2014

Był dom… - Anna Szatkowska



To jedna z lepszych książek jakie czytałam w ostatnim czasie. Anna Szatkowska to córka wybitnej polskiej pisarki Zofii Kossak primo voto Szczuckiej secundo voto Szatkowskiej. To wspomnienia, które autorka napisała dla swoich wnuków, aby mogły one lepiej poznać losy swojej rodziny.
Anna Szatkowska pisze głównie o sobie i swoich przeżyciach. Zofia Kossak zajmuje w utworze sporo miejsca, ale nie jest postacią centralną. W książce widzimy wojnę w wielu wymiarach – rozdzielanie rodzin, utratę dorobku życia, chorobę, śmierć, walkę z okupantem. Najbardziej wzruszyły mnie fragmenty, w których autorka opisuje powstanie warszawskie, swój udział jako sanitariuszki w kompanii harcerskiej batalionu „Gustaw”, walkę kolegów, śmierć znanych i nieznanych sobie ludzi. Te opisy porażają, a przy tym są tak sugestywne, że czułam jakbym była w środku wydarzeń.
Poznajemy w końcu losy Zofii Kossak, jej pełną poświęceń walkę w Żegocie, której o mały włos nie przypłaciła własnym życiem trafiając najpierw na Pawiak, a następnie do Oświęcimia. A także powojenną tułaczkę przez Szwecję do Anglii, gdzie została uznana za zdrajczynię po artykule, w którym zarzucono jej pracę dla Bieruta (takie wydarzenie nigdy nie miało miejsca).
Tym co mnie zdziwiło był niemal zupełny brak w utworze odniesień do krakowskiej gałęzi rodziny Kossaków. Ani razy w książce nie jest wspomniana ani Magdalena Samozwaniec, ani Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Dobre dziecko – Roma Ligocka

W czerwcu pisałam o najważniejszej, moim zdaniem, książce Romy Ligockiej. Dziś kilka słów o jej kolejnym utworze. „Dobre dziecko” to w moim odczuciu uzupełnienie „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku”.
To niezwykle wzruszająca książka o życiu autorki. Jest tu dużo o samotności nadwrażliwego dziecka, któremu matka nie jest w stanie stworzyć ciepłego domu. Widzimy jak Roma przeżywa próby samobójcze matki, jak odkrywa jej romans z żonatym mężczyzną. Do tego dochodzą problemy w szkole – dziewczynka nie może się w niej zaaklimatyzować, nie lubi do niej chodzić, ale lubi lekcje religii mimo, że jest innego wyznania. Jest niezrozumiana, bywa również upokarzana. Autorka ukazuje w jaki sposób na jej życiu swoje piętno odcisnęła II wojna światowa. Widzimy próbę ucieczki przed wspomnieniami, przed którymi nie można uciec, które pozostają w człowieku na całe jego życie.
Autorka dołączyła do książki fragmenty Pamiętnika Anny Abrahamowej, swojej babci, którą widziała tylko raz. Pisze ona o swoim zwyczajnym życiu. To świetny zabieg, który pozwala pokazać i lepiej zrozumieć matkę Romy i jej dzieciństwo. Jest też oryginalny przepis na wiedeński tort Sachera.
Roma Ligocka pisze w sposób bardzo sugestywny. Współodczuwamy z nią i przeżywamy wszystkie niepowodzenia. Myślę, że książka była dla autorki formą terapii, próbą poradzenia sobie z przeszłością, od której nie ma ucieczki.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Kieszonkowy atlas kobiet – Sylwia Chutnik

Dziś o książce, za którą Sylwia Chutnik otrzymała w 2008 roku Paszport Polityki. To miejska legenda z bazarami w tle. Książka składa się z czterech rozdziałów. Każdy z nich ma swojego bohatera, a łączy ich to, że wszyscy mieszkają w jednej kamienicy.
Pierwszy rozdział to Bazarówy. Opowiada on o Czarnej Mańce i jej życiu. Jej mama pracuje na bazarze – handluje garnkami. Mańka wychodzi za mąż za Darka, ale ten odchodzi do innej. Mańka szybko się stacza, trzyma z bazarową biedotą. Potem rodzina wyrzuca ją z domu. To smutna historia o upadku, samotności i poszukiwaniu własnego miejsca w życiu.
Drugi rozdział to Łączniczki. Jego bohaterką jest Maria. Kobieta codziennie robi samotnie zakupy w miejscu, w którym w czasie wojny zginęła jej matka. To gorzka refleksja o starości.
Trzeci rozdział to Podróbki. To historia paniopana Mariana, cukiernika na rencie, złotej rączki. Wszyscy posądzają go o to, że jest gejem.
Ostatni rozdział to Księżniczki. Chutnik opowiada w nim historię 11-letniej Marysi Kozak, dziewczynki złośliwej wobec otaczającego ją świata. Niechętnie pomaga schorowanej babci, w nocy wymyka się z domu i demoluje okolicę – niszczy samochody, a także podpala bazar. 
Autorka opisuje świat niewygodny, na który większość z nas nie zwraca uwagi. Okazuje się, że jest on tajemniczy i intrygujący. Historie wciągają, nie można obok nich przejść obojętnie. Zaskoczyła mnie prawdziwość tych opowieści. Ich bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, a ich problemy znacznie przewyższają problemy każdego z nas.
Tym, co mnie w tej książce ujęło to wyjątkowy język. Oto jak Chutnik zaczyna swoją opowieść:
„Pierwszy raz na bazarze. Nie wiadomo, gdzie iść. Głośno, gwarno, chaos. Bez mapy nic nie kupisz. To jak miasto w mieście. Potrzebujesz przewodniczki? No to chodź ze mną. Na prawo syf, na lewo syf, a przed nami miejski labirynt.”
Więcej o „Kieszonkowym atlasie kobiet” można się dowiedzieć z wypowiedzi Sylwii Chutnik.

wtorek, 4 lutego 2014

Nic się nie stało! – Andrzej Łapicki (audiobook)

Pierwszy raz na moim blogu pojawia się audiobook. Dlaczego? Bo bardzo rzadko po nie sięgam. Tym razem zrobiłam wyjątek, bo książkę czyta sam autor – wybitny polski aktor – Andrzej Łapicki. Słuchanie „Nic się nie stało!” to prawdziwa przyjemność.
To zbiór felietonów pogrupowanych w następujące części: historia, bojkoty, dawniej i dziś, z dzieciństwa, stara Warszawa, w podróży, sport, znajomi, z bufetu, z garderoby, na planie. Jest tu wiele ciekawych historii i anegdot. Najbardziej spodobała mi się ta dotycząca pogrzebu marszałka Józefa Piłsudskiego. To wydarzenie wywarło na 11-letnim Łapickim ogromne wrażenie. Autor opisuje jak zaopatrywał w papierosy żołnierzy, którzy ochraniali pogrzeb marszałka. Na uroczystość przybył m.in. Hermann Göring. Spodobały mi się również rozważania o reklamie. Nie wiedziałam, że hasła reklamowe tworzyli tacy artyści jak Agnieszka Osiecka czy Melchior Wańkowicz.
Łapicki pisze o zmieniającym się świecie, o zmieniającej się Warszawie. Doskonale odtwarza klimat dawnej stolicy. Wspomina o tym jak poznał pijanego Roberta De Niro i o żonie Bergmana, która się nim zachwycała. Opowiada jak pisał recenzje do gazetki szkolnej, w której naczelnym był Baczyński. Wśród tematów, o których pisze pojawia się m.in. etykieta na pogrzebie, bojkot telewizji, podróże, sport (m.in. Euro 2012). Pisze również o swojej drugiej żonie, Kamili (o tym jak zdawała prawo jazdy i jak spotkała się z młodszą od siebie wnuczką aktora).
„Nic się nie stało!” to bardzo mądra książka o życiu napisana pięknym językiem. Aktor zachwycił mnie ogromnym dystansem do swojego życia i doskonałą pamięcią.