poniedziałek, 23 lutego 2015

Sala nr 6 – Antoni Czechow



„Sala nr 6” to opowiadanie atakujące wygodnictwo i egoistyczny konformizm. Powstało ono pod wpływem wrażeń i obserwacji wyniesionych z podróży pisarza. Czechow porusza w nim problem ludzkiej natury, a także odmalowuje szarą rzeczywistość i na tym tle ludzi z ich problemami i przywarami.
Akcja rozgrywa się wśród pacjentów sali nr 6 oddziału psychiatrycznego. Główny bohater to doktor Andriej Jefimycz Ragin. Kiedyś pragnął być duchownym, ale za namową ojca został lekarzem w prowincjonalnym szpitalu:
„Andriej Jefimycz obejrzawszy szpital doszedł do wniosku, że jest on instytucją niemoralną i w najwyższym stopniu szkodliwą dla zdrowia mieszkańców. Wedle jego mniemania najmądrzej byłoby chorych wypuścić na swobodę, a szpital zamknąć.”
Mimo to zachował się wobec wszelkich nieporządków i nadużyć obojętnie. Nikomu nie wchodził w drogę i żył swoim wolnym rytmem – sporo czasu spędzał na dyskusjach z przyjacielem oraz na czytaniu książek. Jego fascynacja jednym z pacjentów prowadzi do utraty zmysłów - z lekarza zamieniając się w pacjenta. Rozmyślania trzymanego w zamknięciu doktora prowadzą go do refleksji na temat istoty szaleństwa i cienkiej granicy, która oddziela go od świata zdrowego rozsądku.
Finał utworu Czechowa jest tragiczny. Mimo to ani w życiu sali nr 6, ani w tym, co dzieje się poza nią, nic się nie zmienia. Wszystko pozostaje w punkcie wyjścia.
Rzeczywistość ukazana przez Czechowa przytłacza: pacjentami nikt się nie przejmuje, są zostawieni sami sobie. Widzimy bezduszność systemu i ludzi wobec drugiego człowieka. Zło szerzy się i dokonuje strasznych spustoszeń, a granica pomiędzy tym, co normalne a nienormalne ulega zatarciu.

sobota, 31 stycznia 2015

Pokutnik - Isaac Bashevis Singer



Isaac Bashevis Singer to kolejny Noblista, który gości na moim blogu. Nagrodę Nobla otrzymał w 1978 roku za: „pełną uczucia sztukę prozatorską, która wyrastając z polsko-żydowskich tradycji kulturowych porusza jednocześnie odwieczne problemy”.
„Pokutnik” to historia obok której nie można przejść obojętnie. Główny bohater, Józef Szapiro, pochodzi z rabinackiej rodziny. W 1939 roku mieszkał w Polsce. Udało mi się uciec wraz z innymi Żydami przez Most Praski aż do Białegostoku. Następnie wędrował przez Rosję, a w 1945 roku przedostał się do Lublina. Miał dziewczynę - Celia była zagorzałą komunistką. Podobnie jak on pochodziła z chasydzkiej rodziny. Zakochani cudownie odnaleźli się po wojnie i wspólnie udali się do Niemiec. Pobrali się w obozie dla przesiedleńców, a w 1947 roku otrzymali amerykańskie wizy. Tam bohater szybko zdobył duży majątek. Pod wpływem pieniędzy zmieniło się jego podejście do życia:
„Kiedy ktoś staje się bogaty, lecz nie ma w nim wiary, zaczyna myśleć tylko o jednym – jakby tu zażyć wszelkich możliwych przyjemności.”
Świat w koło zmierzał jego zdaniem donikąd. To sprawiało, że bohater czuł pustkę. Pieniądze dały mu stabilizację, uznanie, spokój, kochankę, ale nie dały mu szczęścia.
Wydarzyło się jednak coś, co odmieniło jego życie. Podczas nocy spędzonej z kochanką śni mu się, że w piwnicy ukrywał się przed hitlerowcami. Miał na sobie niemiecki mundur. To był dla niego symbol obecnej drogi życiowej. Przypomniał sobie zasadę, której uczono go, gdy był dzieckiem - jeśli złamiesz jedno z Dziesięciorga Przykazań – złamiesz je wszystkie. Postanowił zmienić swoje życie i udał się do Izraela.
„Pokutnik” to opowieść o poszukiwaniu sensu życia, własnej drogi i szczęścia. Świat przedstawiony w utworze to z jednej strony świat moralnie zepsuty, pełen bogactwa i przepychu, w którym zanikają podstawowe wartości. Z drugiej zaś strony autor kreuje świat prawdziwych wartości, w zgodzie z religią i samym sobą, co niesie za sobą szczęście i prawdziwą rodzinę. Utwór jest również wyrazem niechęci autora do nowoczesnej kultury i współczesności świata, która rosła w nim wraz z wiekiem.

piątek, 23 stycznia 2015

Listy do Marysieńki - Jana III Sobieski



Dziś o historii niezwykłej miłości króla Jana III Sobieskiego i Marii Kazimiery d’Arquien de la Grange, dwórki królowej Ludwiki Marii Gonzagi. „Listy do Marysieńki” powstały w czasie rozstań Sobieskiego z żoną spowodowanych licznymi obowiązkami króla. Sobieski pisał do żony w latach 1665-1683. Teksty listów kryją w sobie historię niezwykłego uczucia i są arcydziełem staropolskiej prozy epistolarnej. Są jednak mało znane.
Sobieski pisał listy czasem po kilka na dobę, czasem codziennie lub co dwa, trzy dni. Nie były one przeznaczone do publicznej wiadomości. Zawierają wiele intymnych zwierzeń. Adresatka, Marysieńka, jest w nich traktowana w sposób partnerski. Listy zachwycają kompozycją, stylistyką, bogactwem językowym i wyrafinowanymi porównaniami, jak również specyficzną retoryką. Sobieski wprowadza wyszukany, pełen ozdobników i elegancji styl. Autor w charakterystyczny sposób kreuje adresatkę swoich listów. Z listów wyłania się obraz kobiety otoczonej podziwem, kultem i uczuciem, jak chociażby w tym z 24 września 1665 r.:
„Tysiąc rzeczy miałbym pisać, a nie wiem z radości, skąd zacząć, bo już tak śliczność twojej osoby, moja złota dobrodziejko, okupowała myśl moją, że nie żyje tylko dla ciebie, i myśleć ni o czym nie mogę, tylko o tobie. Wielce się też cieszę, moja śliczna panno, że muszka z pajączkiem nie schudła, bo im tak niesłychanie dobrze”.
Z pierwszego znanego listu pochodzą słowa będące wyrazem namiętnych uczuć, gdy wymarzona kobieta stała się żoną. List ten pisany był 9 czerwca 1665 r., gdy Sobieski musiał pilnie wyjechać wkrótce po ślubie z Warszawy na Ruś Czerwoną, skąd wrócił dopiero 1 lipca:
„Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho!
Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy.”
Ale „Listy…” to nie tylko wyraz ogromnego uczucia. To również opis ważnych wydarzeń z historii Polski. Z listów wyłania się Sobieski znakomity prozaik, a „Listy…” zdają się być pamiętnikiem wielkiej miłości. Autor wzoruje się na francuskich romansach pasterskich.

środa, 31 grudnia 2014

Miasto i psy - Mario Vargas Llosa



To nie pierwsza recenzja książki tego wybitnego Noblisty, która pojawia się na moim blogu. Jakiś czas temu pisałam o „Zielonym Domu”. Dziś czas na debiutancką powieść Llosy. To opowieść o jego własnych przeżyciach: ojciec pisarza chciał wyleczyć syna ze skłonności do tak niemęskiego zajęcia jak literatura i wysłał go do szkoły wojskowej w Limie: Colegio Militar Leoncio Prado. Akcja utworu rozgrywa się we wspomnianej Szkole Wojskowej. Llosa rozprawia się w niej ze społecznością szkolną. Jest to zamknięty świat, który rządzi się swoimi okrutnymi prawami. Z jednej strony obowiązuje wojskowy rygor, z drugiej zaś uczniowie do perfekcji opanowali obchodzenie przepisów. Autor opisuje hierarchię wojskową i warunki panujące w szkole. Walka dotyczy nie tylko uczniów i nauczycieli, ale również uczniów między sobą.
Główny bohater, Alberto, to duchowy alter ego pisarza, który zyskał szacunek kolegów pisząc im na zamówienie erotyczne nowelki i miłosne listy do ukochanych. Potrafi odnaleźć się w tej brutalnej rzeczywistości mimo swej ogromnej wrażliwości:
 „Może z dziesięciu frajerów podpali się po tym filmie i widząc tyle kobiet w majtkach, tyle nóg i brzuchów, tyle tego, zamówią u mnie nowelki, ale czy oni płacą z góry, zresztą kiedy bym je napisał, skoro jutro jest egzamin z chemii i będę musiał zapłacić Jaguarowi za tematy, chyba że Vallano mi podpowie za napisanie listu, ale kto tam temu Murzynowi ufa.”
„Miasto i psy” to książka, która ukazała się w Limie w latach 60. i została spalona publicznie. To przysporzyło autorowi sporej popularności. Miał wówczas 26 lat i już stał się legendą. Należy podkreślić, że krytyka powieści była tym silniejsza, że w Ameryce Łacińskiej armia tradycyjnie cieszy się szczególnym szacunkiem.

wtorek, 23 grudnia 2014

Yeti - Eva Susso, Benjamin Chaud i życzenia świąteczne



Książki dla najmłodszych to temat rzeka. Wielokrotnie pisałam, że trudno wybrać te wartościowe w zalewie tekstów kiepskich i często brzydko ilustrowanych. Dlatego też ostatnio sięgnęłam po sprawdzony duet Susso i Chaud, który stworzył m.in. świetną książeczkę Babo chce, o której więcej możecie przeczytać tutaj. Szwedów znam również z innych książeczek z tej serii Binta tańczy oraz Lalo gra na bębnie. Czy tym razem sprostali moim wymaganiom? Niestety, nie do końca.
Książka jest przeznaczona dla nieco starszych dzieci niż seria o rodzinie Babo. Historia opowiada o dwóch braciach – Uno i Matim, którzy podczas zabawy na śniegu gubią w lesie drogę do domu i spotykają yeti. Okazuje się, że potwór mieszka blisko domu chłopców. Co więcej, zupełnie nie przystaje do naszych wyobrażeń. Jest bardzo miły i przyjacielski, a po krótkiej wizycie braci w jego grocie pomaga im wrócić do domu.
Dlaczego książka mnie nie zachwyciła? Po duecie Susso i Chaud spodziewałam się znacznie więcej. Mimo wszystko zarówno sam tekst, jak i rysunki, oceniam pozytywnie. 

Pozostając w zimowym klimacie wszystkim Czytelnikom mojego bloga przesyłam moc świątecznych życzeń i samych dobrych książek pod choinką. Na koniec proponuję Trójkowego Karpia 2014.