To
zbiór felietonów drukowanych w „Kurierze Porannym” pod koniec
lat 20. XX wieku. Odbiły się one szerokim echem, chętnie były
komentowane i miały tyle samo zwolenników, co przeciwników. Boy
porusza w swoich tekstach problemy związane z rozwodami kościelnymi.
Jego zdaniem ludzie robią wokół nich komedie, a przecież rozwodów
w kościele nie ma, są tylko unieważnienia małżeństwa. Jego
zdaniem każdy, kto w jakikolwiek sposób jest związany z
unieważnieniem małżeństwa musi kłamać. Wyjściem z sytuacji
jest zmiana religii, ale to przyczyniło się do rozwoju
protestantyzmu w Polsce. Dlatego kościół zaczął się uginać. O
unieważnieniu decydują względy finansowe:
„Znałem blisko pewnego kanonika–filozofa, który mawiał, że
najlepiej już przy ślubie dać w łapę zakrystianowi, aby popełnił
jaką nieformalność, zapalił o jedną świeczkę mniej, niż
trzeba, czy coś podobnego, a w potrzebie można mieć za to
unieważnienie małżeństwa. Tenże kanonik mawiał, iż akta takich
spraw mają to do siebie, że każda kartka powinna być przekładana
grubym banknotem.”
W
rozwodzie pomagają nadużycia, przekupstwa i krzywoprzysięstwa
świadków. Boy przywołuje fragment artykułu z „Kuriera
Warszawskiego”, z 12 listopada 1926, donoszącego o zaręczynach
słynnego Marconiego, który planuje ślub mimo braku rozwodu:
„Każde
małżeństwo może być unieważnione; pozytywny warunek jest tylko
jeden: cenzus ma wyjątkowy, bo oczywiście nie każdy ma szczęście
być córką papieskiego gwardzisty.”
Wspomina
o unieważnieniu małżeństwa z powodu niezdolności „skonsumowania”
udzielonego matce dwojga dzieci z tymże właśnie małżonkiem.
Przypomina to dawny handel odpustami. Ci, którzy nie mają
wystarczająco dużo pieniędzy nie mają szans na unieważnienie
małżeństwa:
„(…)
obecnie rzecz układa się tak, że najbogatsi mogą zostać
przy wierze ojców, średniaczki muszą zmienić wiarę (bo taniej i
prędzej), a biedacy mogą sobie żyć <<na wiarę>>.
Trzy klasy, jak na kolei żelaznej.”
Żeleńskiemu
zarzucano, że promuje rozwody, tak jednak nie było. Krytykowano go
m.in. w „Głosie Narodu”. Autor załamuje ręce nad strasznym
poziomem tej polemiki. Pisał, że założy swój własny kościół,
a „Głos Narodu” odbiera to jako obrazoburcze. "Kogo burzy
założenie jednoosobowego kościoła?!?" - zastanawiał się Boy.
Zaznacza, że jego rozważania o rozwodach były dość opacznie
rozumiane. Nie walczy ani o wolną miłość, ani o rozwody. Ludzie
cenili jego odwagę w poruszaniu trudnych tematów, czego wyrazem były liczne listy do redakcji.
Zachwyciły
mnie przede wszystkim fantastyczne i niezwykle trafne puenty, a także
spora ilość anegdot. Mimo upływu lat kwestie, o których pisze Boy
są wciąż aktualne.
Portret Boya autorstwa Witkacego |
Swoją drogą zastanawiałam się, czy jakby Boy nadal żył, to czy "zjechałby od góry do dołu" (tak jak mi się wydaje) kościół za niemalże szykanowanie dzieci urodzonych metodą in vitro. Teraz jest o tym bardzo głośno, a z tego co o nim czytałam, to pracował jako lekarz i publikował prace naukowe z zakresu pediatrii. Tak sobie tylko gdybam... Przepraszam, że troszkę nie na temat:) pozdrawiam cieplutko.
OdpowiedzUsuńMyślę, że mogłybyśmy liczyć na cykl prześmiewczych artykułów, pełnych ciętego humoru i anegdot. Pozdrawiam wiosennie:)
UsuńDziękuję za miłe słowa. Obiecuję zaglądać do Ciebie, masz świetne zdjęcia! Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuń